poniedziałek, 15 września 2014

Rozdział 74

W zupełności jestem pewna, że Harry się na mnie obraził. Zdradza go jego mina, gdzie zaciśnięta szczęka i skupiony niewiadomo na czym wyraz twarzy towarzyszą mu, gdy po tym jak położył się, od razu się podniósł.
Nie zrobiłam nic, żeby go przeprosić, bo to przecież nie jest moja wina w żadnym stopniu. Nie czuję się dobrze, już na samą myśl, co przeżywam teraz w domu, robi mi się niedobrze. Od nikogo, nawet od Harrego w tej chwili nie dostałam pocieszenia, jakiejkolwiek pomocy. On tylko myśli o tym, żeby powiedzieć Kathleen kilka przykrych słów, a wtedy na pewno mnie zostawi i będziemy żyć długo i szczęśliwie. Nie! Harry, tak nie będzie. To nie jest w zupełności tak, że w ogóle mi na niej nie zależy. Spędziłam z nią jedną czwartą swojego życia i nie powiem, że się do niej nie przywiązałam. Kocham ją, ale w inny sposób. Nie tak jak matkę.
- Harry? - odezwałam się po chwili, gdy uznałam ją za dobry moment na rozpoczęcie konwersacji. - Odezwiesz się do mnie, czy będziesz strzelał fochy? 
Chłopak bez słowa zniknął za drzwiami sypialni, pozostawiając mnie w środku pomieszczenia. Kompletnie nie miałam pojęcia co tak na niego wpłynęło. Dziwnie się czuję z myślą, że to przeze mnie humor mu się zepsuł. Nie chcę tego tak cholernie...
- Harry, do cholery jasnej! - krzyknęłam i szybkim ruchem odepchnęłam się od materaca na łóżku, podążając w stronę Harrego. Wychodząc z sypialni rozglądałam się wszędzie w poszukiwaniu sylwetki chłopaka. 
- Czemu się do mnie odzywasz? - zaczęłam swoje wyrzuty, gdy znalazłam go w kuchni. - Czy JAK ZWYKLE zrobiłam coś nie tak? - zmarszczyłam brwi w irytacji, jaka zawładnęła moim umysłem. Patrzyłam prosto na jego twarz, wyszukując jakichkolwiek emocji, czego nie znalazłam. 
- Jedźmy już, co? - mruknął i wyswobodził się z mojego lekkiego uścisku, jaki zrobiłam na jego ręce. 
- Nie, dopóki mi nie wytłumaczysz o co ci chodzi. - pokręciłam głową i przez chwilę poczułam się jak nauczyciel żądający od dziecka jakiegoś wytłumaczenia. Właśnie. Harry zachowywał się w tej chwili jak dziecko. 
- No mówię, że nic się nie stało, więc jedźmy, okej? - również pokazywał jak poirytowany jest tą całą sytuacją.
- Okej, ale nie miej do mnie później pretensji, że będę dla ciebie oschła. Chcę się z tobą pogodzić, ale jeśli nie, to nie. Nawet nie wiem o co ci chodzi. Tylko nie zaczynaj tej rozmowy przy mojej babci. - Powiedziałam na jednym oddechu i szybkim krokiem ruszyłam do drzwi.
- Lizzy... 
- Nie Harry. Miałeś już swoją szansę. - przerwałam mu i już więcej się nie odzywał gdy szliśmy do samochodu. Przez cały czas wywracał oczami, albo słyszałam głośne westchnienia. 
Gdy Harry jechał już ulicami miasta, poczułam jak moje oczy zamykają się i domagają snu.

***

- Kochanie, czas wstawać. - poczułam miękkie usta Harrego na swoich. 
- Teraz kochanie, tak? - przeciągnęłam się, tym samym ziewając.
- Przepraszam. Zachowałem się jak dupek, ale...
- Okej. Nie przepraszaj. Każdy ma czasem "te dni". Chodźmy. - podniosłam dwa palce ukazując cudzysłów. Widziałam tylko jak wywrócił oczami. Miałam nadzieję, że już wszystko będzie dobrze. Przynajmniej na razie. 
Jak zwykle, gdy tylko babcia zobaczy, że ktoś przyjechał, wybiega na powitanie.
- Witaj wnusiu! Tak bardzo się za tobą stęskniłam! - przytuliła mnie bardzo mocno. Czasami babcia potrafi... - A to kto? - szepnęła mi do ucha.
- To jest Harry, babciu. Już kiedyś tu był. - uśmiechnęłam się do niej i podeszłam do Harrego, przytulając się do jego boku. 
- A tak, tak. Pamiętam. - podeszła do Harrego, a ten pocałował ją w dłoń. - Chodźcie do środka. 
Tak jak powiedziała, tak zrobiliśmy. 
- A gdzie Kathleen, Lesie i Jacob? Przyjadą, prawda? - złożyła dłonie tak, jakby zaczynała się modlić. 
- Tak, przyjadą, ale później... - nie chciałam wspominać babci o tym, jaka jest teraz pomiędzy nami spęta atmosfera. Chciałam, aby to, co teraz się dzieje, nie wychodziło spoza Kathleen i mnie. No, Harry, Lesie i Jacob mogą wiedzieć. 
Gdy weszliśmy do pokoju, moim oczom ukazała się Zoe w objęciach jakiegoś chłopaka, a koło niej Casper, jej sześcioletni brat. 
Chwila, chwila... Zoe i chłopak? Czy to ten, o którym mi opowiadała? Że bała się, że mógłby ją zostawić? Nie wierzę. Jestem bardzo szczęśliwa z tego powodu. 
- Lizzy! - krzyknęła, podnosząc się z kanapy i biegnąc w moją stronę. Przytuliła mnie bardzo mocno i szepnęła do ucha:
- Dziękuje. 
Wiedziałam o co jej chodzi. Chociaż nie wiem, czy powinna mi dziękować, czy raczej sobie za odwagę i przełamanie siebie. Przytuliłam ją mocniej, a gdy oderwałyśmy się od siebie, posłałam jej uśmiech.
- To jest Harry, mój chłopak, a to Zoe, moja kuzynka. - uśmiechnęłam się i wpatrywałam w to, jak podają sobie dłonie. 
- Miło mi. - powiedział Harry. Miałam nadzieję, że oni razem nie...
- A to jest Chris, także mój chłopak. - przerwała moje natrętne myśli. - A to Lizzy. - przedstawiła nas. Chłopak nie był zdecydowanie w moim guście, ale co ja tu gadam. Mam Harrego, który właśnie w tej chwili podszedł do mnie i od tyłu przytulił, wywołując przyjemne dreszcze na całym moim ciele. 
- My wpadliśmy tylko na chwilę. Musimy spadać. Dobrze, że przyjechaliście trochę wcześniej niż ciocia, Lesie i Jacob. Nie zobaczylibyśmy się w ogóle. - oznajmiła Zoe, na co posmutniałam, bo myślałam, że opowie mi choć trochę o tym jakże przecudownym wydarzeniu.
- Chociaż się zobaczyłyśmy, masz rację. - przytaknęłam jej i przytuliłyśmy się po raz kolejny i z Chrisem zrobiłam to samo po przyjacielsku. Harry także pożegnał się z nimi i wyszli, powiadamiając swoich rodziców i babcię. 
Harremu zadzwonił telefon, przez co opuścił pomieszczenie, bo był straszny hałas. W tym czasie podeszłam do cioci i wujka i przywitałam się. Gdy tuliłam się z ciocią, ktoś mocno od tyłu rzucił się na mnie i to na pewno nie był Harry. 
- Casper, nie pozwalaj sobie. - zaśmiałam się żartując i odwracając w stronę chłopczyka. Chwycił mnie za rękę i prowadził prosto do kanapy.
- Usiądź. - wykonałam jego polecenie z rozbawieniem, bo nie ukrywam, bawiło mnie to, jak mną 'rządził'. Casper wgramolił mi się na kolana, bawiąc bransoletkami na nadgarstkach. 
- Gdzie ciocia Kath? - zapytał cienkim głosem, typowym dla sześciolatka. 
- Przyjedzie troszeczkę później. - wytłumaczyłam mu i posłałam wymuszony uśmiech. Do pomieszczenia wszedł Harry, siadając na fotelu na przeciwko nas. 
- A on kim jest? - Casper otworzył szeroko swoje oczy, ukazując zdziwienie. Razem z Harrym zaśmialiśmy się na jego jakby oburzone pytanie, a on nie zdawał się być tym wzruszony. Cierpliwie wyczekiwał odpowiedzi. 
- On jest moim chłopakiem. - wytłumaczyłam mu i spojrzałam na Harrego, który ręce miał zgięte w łokciach i oparte o kolana. Do tego niesamowity uśmiech. 
- Co? - powiedział równie oburzonym głosem. - Nie może być tak! Lizzy jest moja. - odwrócił się w moją stronę i mocno przytulił. Ledwie co powstrzymywałam się od śmiechu, a Harry kręcił rozbawiony głową.
- Sorry mały, ale spóźniłeś się. - zaśmiał się Harry. Wstał klaskając o kolana i podszedł do nas.
- Nie puszczę cię. - szepnął Casper i ścisnął bardziej moją szyję.
- Nie wierzę. Dwóch mężczyzn się o mnie bije. - zażartowałam i śmiałam się jak opętana. 
- Casper! Bo udusisz Lizzy! - odezwała się z kuchni babcia. Założę się, że nikt z nich nie wie o co chodzi, bo są za bardzo pochłonięci rozmową.
- Jest wszystko okej! Na razie jeszcze żyję! - odpowiedziałam jej śmiejąc się przez cały czas.
- Nie zbliżaj się! - krzyknął Casper, próbując dosięgnąć Harrego ręką. Drugą zaś, kurczowo zaciskał o skrawek mojej bluzki. 
- Casper, cicho. - uciszałam go, gdy już nie mogłam ze śmiechu. Czułam się, jakby mnie rozsadzało. Jeszcze ich wiek jest tak różnorodny, że jeszcze bardziej śmiać mi się chce. 
- Nie będę cicho, dopóki on się stąd nie odsunie. - oburzył się na maksa i założył ręce na piersi. 
- Nie może być tak, że odbierasz mi dziewczynę. - Harry z zabawnym głosem, położył dłonie na biodrach i złączył brwi. 
- Ty masz ją na co dzień, a ja widziałem ją chyba rok temu, więc... - o Boże... Casper mówi jakby miał przynajmniej 10 lat, a nie 6! 
- Co nie zmienia faktu, że jest moja. - Harry odkręcił głowę w bok, udając obrażonego i wrócił na swoje poprzednie miejsce. 
- Nieprawda. - powiedział przez zęby Casper i oparł się o moją klatkę piersiową, cały czas siedząc do mnie przodem. Przytuliłam go i pokazałam język Harremu. Chłopak uśmiechnął się i posłał mi buziaka, po czym powiedział niesłyszalne 'kocham cię'. 
Siedzieliśmy tak gdzieś z 5 minut i wydawało mi się, że Casper zasnął.
- Nareszcie. - powiedział Harry, gdy przysiadł koło mnie. Chciał 'objąć' mnie ramieniem i położyć rękę na tył kanapy, ale Casper przekręcił się w jego stronę i niemalże krzyknął:
- Zostaw ją! - ponownie zaczęłam się śmiać, a Harry tylko podniósł ręce w górę, ukazując gest poddania się.
- Jesteśmy! - usłyszałam krzyk Kathleen w domu. Proszę... tylko niech nie zrobi mi kolejnego piekła...

_____________________________________________________________________________
Okej! Iiiii.... Jest! :D 
Proszę o komentowanie i jak najszczersze wyrażanie opinii :*
Kocham Was <3

8 komentarzy:

  1. Hahaha Casper :) rozdział jak najbardziej udany x

    OdpowiedzUsuń
  2. Akcja z Casprem najlepsza! :3 a rozdział cudowny :**

    OdpowiedzUsuń
  3. Jest mega <3 mały urwis ..xd

    OdpowiedzUsuń
  4. Haha xD kocham Caspera, świetny jest <3 rozdział cudowny :**

    OdpowiedzUsuń
  5. Teksty Caspra>>>>>>>>>>>>>>>><
    Rozdział świetny :D :**

    OdpowiedzUsuń
  6. O ja xD zajebisty rozdział <3 uwielbiam *_*

    OdpowiedzUsuń
  7. Jej! Dopiero teraz zaczęłam komentować ale muszę powiedzieć ze piszesz CUDNIE ! Dodaje twój blog do moich ulubionych i będę śledzić czy czasem nie dodalas nowego rozdziału <3 Pozdrawiam i życzę weny! <3

    OdpowiedzUsuń