piątek, 26 grudnia 2014

Rozdział 85

CZERWONA CZCIONKA! Wiecie już o co chodzi... xD Powodzonka w czytaniu!


Słysząc, że ktoś bezlitośnie próbował się do mnie dodzwonić, zerwałam się z kanapy, nie zdając sobie z tego sprawy, że zasnęłam przy zaświeconej lampce. Nieprzyjemnie moje ciało zadrżało, kiedy zbyt szybko wskoczyłam na nogi.
- Hej Lizzy. - odezwała się Lesie ściszonym głosem. - Wszystko w porządku? - zapytała, gdy nie odezwałam się.
- T...tak. - mój głos niebezpiecznie zadrżał. Opadłam na kanapę, trzymając się za głowę, która wydawała się zaraz eksplodować. W duchu bardzo cieszyłam się z telefonu, jaki otrzymałam, lecz chciałabym aby tutejsza konwersacja nie wyglądała tak, jak ostatnio.
- Nie brzmisz zbyt przekonująco... - wiedziałam, że skrzywiła się.
- Po prostu spałam i...
- Jejku... Przepraszam, że cię obudziłam... - szybko spanikowała. Cała Lesie.
- Nie szkodzi. Już i tak jest późno. - pół godziny temu wróciłam od babci i poczułam straszne zmęczenie. Cała sytuacja z Harrym mnie dobijała, tęskniłam za moją 'rodziną'. - Opowiadaj co u was. - uśmiechnęłam się lekko, przejeżdżając dłońmi po twarzy.
- Widać różnicę... - uśmiechnęłam się mimowolnie. - Mama czuje się znacznie lepiej. Staramy się ją wspierać jak najbardziej. Jesteśmy jej potrzebni w każdej chwili, żeby nie czuła się samotna, co cały czas powtarza. Pewnego ranka, gdy zapomniała tabletek, kilka godzin później biegała po domu wykrzykując ciągłe pytanie 'gdzie moja druga córeczka'... - moje serce zatrzymało się. Zaczęłam powoli przetwarzać słowa Lesie w mojej głowie. Łzy nieprzerwanie spływały po moich policzkach, gdy przed oczami pojawiał mi się widok Kathleen szukającej mnie gdzieś obok siebie. Nie mogłam uwierzyć, że ona jeszcze o mnie pamięta...
- Halo... Jesteś tam? - cichy głos Lesie zestawił mnie na ziemię.
- Tak tak. - kiwnęłam szybko głową, wycierając mokre policzki. Cichy szloch wydobył się z moich ust.
- Ty płaczesz? - zachichotała cicho Lesie.
- Um... Nie ja tylko...
- Tak, ona mówiła o tobie. Nie myśl, że przestała cię kochać, bo to nieprawda. - westchnęła, po czym usłyszałam cichy szelest, który trwał przez co najmniej 15 sekund. - Um... przepraszam, ale leżę w łóżku i musiałam się przekręcić. - zachichotała cicho, a ja razem z nią. - A co u ciebie? Wszystko w porządku z Harrym? - zastygłam, gdy usłyszałam jego imię. Tak dawno go nie widziałam, tak dawno nie rozmawiałam, tak dawno nie dotykałam... Chociaż obrzydzenie do jego tamtejszego działania, posiada większą moc i odciąga mnie od niego.
- Um... Jest małe spięcie, ale myślę, że niedługo będzie okej. - sama nie wierzyłam w to, co mówiłam. - Rozmawiałam z Marcusem. - szybko zmieniłam temat.
- Wiem nawet o czym. - zaśmiała się lekko. - Jest teraz przy Kathleen.
- C..co? Jak to? - z niedowierzania poprawiłam się na kanapie.
- Marcus przyjechał do mojej mamy i wszystko sobie wytłumaczyli i wydaje mi się, że ich związek powrócił do dawności. To, co powiedziałaś mu, totalnie go przełamało. Przyjechał do nas odmieniony... - urwała szybko, zwracając pewnie uwagę na ten sam szczegół co ja. PRZYJECHAŁ. Powiedziała mu, gdzie przebywają, a mnie nie udzieliła tej informacji.
- Jest dobrze, mów dalej. - rzuciłam, nie chcąc, żeby zakończyła rozmowę tak jak poprzednio.
- Przepraszam, ale musiałam... - wyklepała.
- Mówię, że nic nie szkodzi. - uśmiechnęłam się lekko, mimo to, że Lesie tego uśmiechu nie ujrzy.
- Nie wiem kiedy wracamy. - powiedziała cicho wzdychając.
- Tęsknie za wami. - rzuciłam cicho. - Gdy jestem sama w domu wpadam w szał. To zdecydowanie za długo... - patrzyłam w jeden punkt, mówiąc to, co nasuwało mi się na myśl. Chciałam, żeby Lesie i nie tylko ona, wiedziała, że jest niefajnie bez nich. Czuję się samotna bardziej niż kiedykolwiek.
- My za tobą też... - wyszeptała. - Przepraszam, że tak szybko, ale muszę kończyć, bo miałam iść tylko na chwilę na górę, a już przesiedziałam trochę. - zachichotała.
- Rozumiem. Kathleen wie, że rozmawiamy? - zapytałam.
- Nie wie i niech tak zostanie.
- Okej.
Przegadałyśmy jeszcze chwilę i Lesie zakończyła naszą rozmowę. Uśmiechnęłam się sama do siebie, wiedząc, że teraz będzie coraz lepiej. To jest oczywiste, że Kathleen, Lesie i Jacob nie będą przebywać tam wiecznie.
Usiadłam z powrotem na kanapie, sięgając po książkę, która leży na stoliku od wczoraj. Nigdy nie miałam czasu, żeby ją przeczytać, ale teraz mam go coraz więcej...
Skupiając się na dopiero zaczętym czytaniu, wyrwało mnie z osłupienia walenie w drzwi. Odkładając książkę, zgasiłam lampkę, która nie była widoczna od zewnątrz, więc mogłam poudawać, że nie było mnie w domu, a szczególnie wtedy, gdy wiedziałam, że to Harry.
- Lizzy! Wiem, że tam jesteś. - podeszłam do drzwi, lekko napierając na nie plecami. W domu panowała kompletna cisza, poza dudniącym uderzaniem Harrego. Ciemność, pozwalała mi zostać niezauważalną, nawet jeśli Harry wiedział, że przebywałam w domu.
- Lizzy, nie musisz się ukrywać, wiem, że jesteś w środku! - mocniejsze uderzenie sprawiło, że podskoczyłam w miejscu. Tak blisko niego byłam... Dzieliły nas tylko drzwi.
- Nie wiesz jak bardzo martwiłem się o ciebie wczoraj... - rzucił, cały czas natarczywie uderzając w mahoniowe drzwi. - Nie odzywałaś się, nie było cię w domu. Całe szczęście, że istnieje na tym świecie twoja dobra przyjaciółka. - westchnął. - Przynajmniej ona mnie uspokoiła... - nieprzerwanie prowadził monolog.
Tylko Ashley wiedziała, że pojechałam do babci. A Harry nie zawahał się do niej pojechać i wymusić wieści. Miałam nadzieję, że nie powiedziała mu zbyt dużo, a szczególnie z naszej wczorajszej rozmowy.
- Lizzy... Wiem, że kłamstwo to najgorsza rzecz, jaka może zdarzyć się w związku. Ale ja to zrobiłem z miłości. To było tak dawno, że dokładnie nawet o tym nie pamiętałem... - zatrzymał się na chwilę i przestał uderzać. - Kocham cię najbardziej i nie pozwolę sobie na tak długą przerwę, rozumiesz? Dlatego jak nie otworzysz tych drzwi po prostu je wyważę!
Westchnęłam jak najciszej i zsunęłam się na samą ziemię, zalewając się gorzkimi łzami. Nie wiedziałam co miałam zrobić. To było takie chujowe uczucie, że wszystko inne bolało najmniej.
- Kochanie... Proszę, porozmawiajmy normalnie... Nie chcę i nie wytrzymam tak dłużej... - jego głos z każdym wypowiadanym słowem załamywał się. - Margaret od zawsze miała taki charakter. Gdy dowiedziała się, że jesteśmy razem, postanowiła to zepsuć. Tak, rozmawiałem z nią i wszystko mi powiedziała. Wyrzuciłem ją z mieszkania, bo to, co wylatywało z jej ust, było koszmarne. Ona jest zakłamana w każdym stopniu. Gdy sobie pomyślę, że razem z nią krzywdziłem Sarah... Brzydzę się samego siebie! - nie panowałam nad emocjami, które coraz bardziej uwydatniały się. Szlochałam bez przerwy, mając nadzieję, że żaden z nich nie został usłyszany przez Harrego.
- Nie powinnaś tego usłyszeć od niej. - kontynuował. - Powinnaś to usłyszeć ode mnie. Powinienem sam ci to wszystko wytłumaczyć, ale bałem się. Bałem się tak cholernie, że mógłbym cię stracić, co prawie się stało. I z tego powodu cię rozumiem. Jesteś bardzo dzielna, że nie wyszłaś jeszcze i nie dałaś mi tego na co zasłużyłem. Powinienem dostać tak mocno, że... - przerwał, gdy usłyszał otwierające się drzwi. Spod zamazanych oczu widziałam niewiele, lecz na tyle dobrze, żeby wstać z ziemi i przekręcić zamek. Uchyliłam drzwi, wpatrując się w ziemię i czując, jak ciepłe łzy spływają po policzkach. Czułam na sobie wzrok Harrego, lecz nie odważyłam się spojrzeć mu w oczy. Czułam, że nienawiść do tego człowieka znikała z każdą sekundą jaka leciała w niepamięć. Poczułam lekki dotyk Harrego na mojej dłoni, gdy powoli wplótł swoje palne w moje, unosząc drugą dłonią mój podbródek, zmuszając mnie tym samym, żebym na niego spojrzała.
- Nie płacz. - wyszeptał i delikatnie musnął moje usta. Ciepło jego warg dobrze wpłynęło na moje wnętrze, rozpalając je w przyjemności. - Przepraszam, że przeze mnie tyle cierpiałaś... przepraszam... - jego oczy wpatrzone były w moje. Widziałam w nich ból przeplatany z ulgą i bez zastanowienia, chwyciłam jego kark, przyciągając do swojej twarzy, chcąc ponownie cieszyć się jego bliskością. Harry naparł lekko na mnie swoimi biodrami, pchając mnie w stronę wnętrza domu. Nie protestowałam, lecz dałam mu się prowadzić. Nie przerywając naszego pocałunku pełnego pożądania, Harry pchnął nogą drzwi, doprowadzając do ich zamknięcia. Jęknęłam cicho, gdy chwycił mnie za biodra i uniósł, zmuszając tym samym, żebym oplotła jego talię nogami, co rzeczywiście zrobiłam. Nie wyobrażałam sobie tej chwili bez niego. Ciężkie oddechy, które łapaliśmy między pocałunkami, upewniały mnie w tym, że ta chwila naprawdę trwa.
Harry nakierował się na schody, które prowadziły na górę, szybko po nich wchodząc. Wzbogaciłam tą chwilę w jeszcze większą piękność, gdy wplotłam palce w jego włosy i lekko pociągnęłam za końcówki, słysząc jak Harry głośno jęknął. Gdy dotarł do drzwi do mojego pokoju, sięgnął za klamkę sprawiając, że otworzyły się. Pchnął je nogą wchodząc od razu do środka. Nakierował się na moje małe łóżko i delikatnie położył mnie na nim, nie przerywając kontaktu z moimi ustami.
- Harry... - wyszeptałam, ciągnąc go lekko za końcówki włosów do tyłu. Gdy spojrzał na mnie wyczekująco przyciemnionymi oczami z pożądania, mogłam kontynuować. - Czy ty zwątpiłeś w nasz związek? Chodzi mi ostatnio. - ciężko łapałam oddech.
- Nie. - pokręcił lekko głową, sprawiając, że loki opadły mu na czoło. - Wierzyłem, że wszystko będzie dobrze. - wysapał i pocałunkami zszedł na moją szyję. Podpierał się rękoma po obu stronach mojej głowy, więc mogłam zauważyć jego naprężające się mięśnie gdy z nieopisaną łatwością dźwigał swój ciężar ciała.
Temperatura w pokoju zdawała się zwiększać z każdą mijającą chwilą. Zabrakło mi Harrego dotyku na mojej skórze, gdy uniósł się, klęcząc na kolanach po obu stronach moich bioder. Zwinnym ruchem pozbył się swojej koszulki, uwydatniając mi swój nagi, umięśniony tors. Napawałam się tym niesamowitym widokiem, dopóki nie przeniósł swoich dłoni na krańce mojej bluzki. Z jego pomocą usiadłam na łóżku, tym samym ułatwiając mu jej zdjęcie. Z widocznym pożądaniem wpatrywał się w mój dekolt, sprawiając, że na moich policzkach pojawiły się rumieńce. Uśmiechnął się pod nosem i potarł nim o mój, na co zachichotałam.
- Brakowało mi tego. - wydusił z siebie, zanim położyłam swoje dłonie na jego plecach i pociągnęłam go za sobą ponownie na łóżko. Harrego prawa dłoń spoczęła na moim brzuchu lekko go masując, a druga nadal spoczywała nad moją głową. Drżącymi dłońmi przejechałam po jego umięśnionym torsie, kierując się coraz niżej. Gdy dotarłam do miejsca do którego tak naprawdę dążyłam, chwyciłam jego pasek, starając się jak najszybciej go odpiąć. Gdy także uporałam się z guzikiem i suwakiem, pociągnęłam lekko spodnie w dół, a Harry pomógł mi w dalszym działaniu, ściągając je kompletnie. Staraliśmy się zwolnić, ale pożądanie, które totalnie nad nami zawładnęło, nie pozwalało jakkolwiek przerwać naszego kontaktu.
Duża dłoń Harrego szybkim ruchem powędrowała do zapięcia moich spodenek, aby i one już po chwili, tak samo jak pozostałe nasze ubrania znalazły się na podłodze. Nie zwlekając, Harry wślizgnął dłoń pod moje plecy, odnajdując z łatwością zapięcie stanika i tak samo szybkim ruchem go odpiął. Zsunął ramiączka i już po chwili stanik leżał w kolekcji na ziemi. Pożądliwy wzrok spoczął na moich piersiach, kiedy pochylił nad nimi głowę i lekko musnął językiem mój twardniejący sutek. W tym samym czasie jego dłonie błądziły po mojej talii, by za chwilę pozbyć się moich majtek. Gdy już nie miałam ich na sobie, leżałam w całej okazałości przed Harrym. Chłopak uśmiechnął się lekko, gdy moje dłonie w bardzo szybkim tempie powędrowały do jego bokserek. Zsunęłam je z prędkością światła i od razu złączyłam nasze usta w pocałunku. O niczym innym nie myślałam, tylko o tym, jak bardzo potrzebuję teraz Harrego. Chłopak nie zwlekając, nakierował swojego penisa do mojego wejścia, po czym delikatnie pchnął biodrami, powodując wsunięcie członka do mojego wnętrza. Oboje jęknęliśmy, gdy przyjemne uczucie zawładnęło naszymi umysłami. Spojrzałam na mojego chłopaka spod ledwie otwartych powiek i lekko uśmiechnęłam się, odgarniając spadające kosmyki włosów na jego czoło. Nie przestawał pracować biodrami, dając mi tym samym niesamowicie dużo przyjemności.
- Kocham cię. - wyszeptałam. Harry przymknął swoje oczy, ale widziałam jak jego rysy twarzy złagodniały pod wpływem moich słów. Zatrzepotałam rzęsami, gdy wolną dłonią sięgnął po moją lewą pierś, lekko ją ściskając.
- Kocham cię także. - oparł swoje czoło o moje, a już po chwili złączył nasze usta w namiętnym, pełnym miłości pocałunku. Nasze sapanie dodawało uroku tej pięknej chwili, a temperatura zdawała się wzrastać, kiedy Harrego spocone ciało stykało się z moim. Czułam nieokiełznaną przyjemność, kiedy za każdym pchnięciem, biodra Harrego stykały się z moimi.
Zupełnie zapomniałam o istniejącym świecie. Liczył się tylko Harry. Gdy pociągnęłam go mocniej za włosy, przyjemny dla moich uszu jęk wyleciał z ust Harrego. Byłam świadoma tego, że w niedługim czasie oboje zdobędziemy swój kolejny już orgazm, lecz chciałam go przyśpieszyć.
- H...Harry. - jęknęłam i oderwałam się od jego ust, przyciągając go bliżej siebie. - Chcę szybciej. - wymamrotałam, mając nadzieję, że zrozumiał o co go poprosiłam. Cmoknął mnie w czoło i leniwy uśmiech pojawił się na jego pięknej twarzy. Gdy poczułam jak jego biodra zaczęły wykonywać szybsze pchnięcia, jęknęłam przeciągle, spotykając się z badawczym wzrokiem Harrego. Kiwnęłam na znak, żeby nie przestawał. Ponownie odgarnęłam włosy z jego czoła i zaczesałam do tyłu. Wpatrywałam się z podziwem w jego twarz, która wyrażała duże skupienie, gdy patrzył na mnie z pół przymrużonych oczu. Gdy coraz bardziej czułam zbliżające się ciepło w moich wnętrzu, Harry otulił mnie mocnymi ramionami. Czułam się przy nim bezpieczna i to było najważniejsze.
Z każdą chwilą czułam, że jestem bliżej. Przyspieszone ruchy, które za pomocą mojej prośby Harry wykonywał upewniły mnie w szybszym orgazmie. Czułam, że zaraz dojdę, a tym bardziej, że Harry nie przestawał szeptać mi wspaniałych rzeczy do ucha, które jeszcze bardziej mnie nakręcały. Budująca się na dole przyjemność już od dłuższej chwili, wystrzeliła jak z procy, kiedy końcowe ruchy Harrego stały się jeszcze szybsze. Wykonując kilka jeszcze pchnięć poczułam jak Harry doszedł, wypełniając moje wnętrze swoją ciepłą spermą. Jęknął przeciągle moje imię, kiedy opadł na mnie całym swoim ciałem.

________________________________________________________________________
TAMTAMTARIRARAAAAAAAAAM!
No Witajcie Kociaki! :D
Jak tam minął pierwszy dzień Świąt?
Haha, wzięłam się za rozdział o 21, kończę przed drugą - zbyt duże emocje jak na jeden raz xD Mam nadzieję, że odwołałam się do poprzedniego stwierdzenia OSTRO w tym rozdziale xD
Kocham Was, wiecie o tym, nie? ;)
Dozoba przy następnym <3

7 komentarzy:

  1. O kuźwa!
    Booski x

    OdpowiedzUsuń
  2. Jejjjj wyczekiwany next - tak jak obiecałaś OSRTY !!!!!
    pozdrawiam Ju

    OdpowiedzUsuń
  3. Jaaaaaaaaa pitole sie działo !:0
    Genialny xx

    OdpowiedzUsuń
  4. Jprdl! Ale ostro xx czytałam to z uśmiechem :D Czekam na nn <3<3

    OdpowiedzUsuń
  5. Zapraszamy do udziału w konkursie http://bally-fanfiction.blogspot.com/2014/12/konkurs.html?m=1

    OdpowiedzUsuń
  6. No było ostro nawet bardzooo xD

    Genialny xx

    OdpowiedzUsuń
  7. nie zalozyli prezerwatywy Dzieciak gotowy

    OdpowiedzUsuń