niedziela, 6 lipca 2014

Rozdział 52

Obudziłam się, ale nie mogłam się podnieść. Po chwili poczułam na sobie czyjeś nogi. Głupia myśl przeszła mi przez głowę, że mogą to być nogi Harrego.
Niestety, albo stety zobaczyłam jak to nogi Lesie leżą na moim brzuchu, a jej głowa znajduje się po przeciwnej stronie niż moja.
Jaki to jest debil czasami, że ja nie mogę!
- Jezu! Lesie, złaź! - chciałam zepchnąć jej nogi, ale nie mogłam sobie poradzić. Jakoś udało mi się sięgnąć po telefon i wykręciłam numer Matta. Ja się z nią siłować nie będę, niech on się pomęczy.
- Halo? - odebrał.
- Hej Matt, nie wiem czy cię obudziłam, jak tak to sory, ale musisz przyjść do naszego pokoju. - powiedziałam rozbawiona.
- Co się stało?!
- Spokojnie. - zaśmiałam się. - Po prostu Lesie na mnie leży i jej zepchnąć nie mogę. Pomocyyyyyy... - Matt tylko zaśmiał się i rozłączył. Westchnęłam i zostało mi tylko czekać aż przyjdzie.
Po chwili rozległo się pukane.
- Chodź, chodź.
Na nasz widok zaczął się śmiać.
- Czekaj, zrobię wam zdjęcie. - wyjął telefon, a ja chowałam się jak mogłam.
- Nie waż się nawet! Bierz się za jej budzenie! - zachichotałam, a on podszedł i usiadł koło mnie. Lesie nogi nadal na mnie leżały. - No na co czekasz? Już.
- Przecież nie ma jeszcze ósmej. Po co tak wcześnie ją budzić?
- Słuchaj. - zaczęłam rozbawiona. - Ja wiem, że chcesz dla swojej dziewczyny jak najlepiej, ale ja po części obudziłam się TAKŻE tak wcześnie przez nią, więc...
- Okej, okej. Już. - wywrócił zabawnie oczami i podniósł nogi Lesie z mojego ciała.
- Wielkie dzięki. - zeszłam z łóżka. - A tak w ogóle to musi się jeszcze spakować, bo ma niezły syf. - pokazałam mu rzeczy leżące na ziemi. Wprowadziłyśmy się tu wczoraj, i to jeszcze ona później ode mnie, a już zdążyła nabałaganić bardziej niż ja.
Wzięłam potrzebne rzeczy i udałam się do łazienki. Trochę smutno było mi z tego powodu, że już dzisiaj opuszczamy to miejsce. Tak naprawdę przez ten pobyt tutaj polubiłam Harrego. A nawet bardziej niż polubiłam.
Pod prysznicem siedziałam bardzo długo, bo miałam przecież czas. Nigdzie mi się nie spieszyło. Przypomniał mi się wczorajszy dzień. Był taki inny... Jakby odrobinę magiczny. Wszystko wydawało się piękniejsze niż jest w Londynie. I sobie pomyśleć, że już dziś wracam do tego okropnego miejsca...
Do Kathleen, do Jakoba, do pracy.. Eh.. Ciężko...
Wyszłam z łazienki gdy już wszystko zrobiłam i zobaczyłam jak Lesie siedzi na kolanach Matta i się całują.
- Słodko i sorki, że wam przerywam, ale Harry to już wstał? - zapytałam.
- Nie wiemy, ale możesz iść go obudzić, bo w sumie nie długo śniadanie. A jeszcze w ogóle zanim załatwicie te poranne sprawy...
- Okej, okej. - Przerwałam Mattowi i wywróciłam oczami. - A tak w ogóle.. To cześć Lesie. Mam nadzieję, że się wyspałaś. - powiedziałam zaczepnie.
- Jak nigdy. - wyrzuciła mi język i wyszłam z pokoju. Trochę miałam obawy co do "odwiedzin" Harrego. Ale sobie pomyślałam, że przecież co mi szkodzi. Lekko zapukałam i nic. Drugi raz i to samo.
Po obmyśleniu za i przeciw weszłam cicho do środka. To co tam zobaczyłam zupełnie mnie rozwaliło. Harry tak słodko leżał na łóżku, gdzie wczoraj ja spałam, koc, którym był przykryty zakrywał wszystko oprócz stup, które śmiesznie zwisały z łóżka, a włosy miał poburzone, że prawie było mu widać twarz. Zachichotałam i podeszłam bliżej. Wydawało się, jakby spał najgrubszym snem jakby mógłby być. Jego wargi były lekko rozchylone, ręce opuszczone były po obu stronach ciała.
Obeszłam jego łóżko i znalazłam się koło jego stup. Nie wiem czy ma gilgotki, ale zawsze warto spróbować. Podeszłam jeszcze bliżej i połaskotałam go lekko po stopie. Ruszył nią i mruknął coś w niezadowoleniu. Czyli jednak posiada gilgotki.
Ponownie zachichotałam i ponowiłam swój wyczyn. Tym razem schował stopy pod koc, a ja powstrzymywałam się od wybuchnięcia śmiechem. Nie spodziewałam się tego, że jego jest aż tak ciężko budzić. Co za człowiek.. Następna Lesie.
- Harry, czas wstawać. - ustałam przed jego twarzą i położyłam ręce na swoich biodrach. Westchnęłam, gdy nie usłyszałam, ani nie zobaczyłam żadnej odpowiedzi z jego strony.
Wywróciłam oczami i westchnęłam w tej samej chwili. Kucnęłam i pyknęło mi w kolanach.
- Harry, mój chłopaku, czas wstawać. - zamruczałam seksownie do jego ucha, a on uśmiechnął się i pociągnął mnie tak, że leżałam koło niego, objęta jego ramionami. O ten debil! On już nie spał!
Nadal nie otwierał oczu, ale się uśmiechał.
Odchrząknęłam, a on najpierw otworzył jedno oko, a później drugie.
- No cześć. - uśmiechnęłam się. - Wreszcie się obudziłeś.
- Takie pobudki mógłbym mieć codziennie. I nie gilgocz mnie już więcej, bo mnie to drażni. - dźgnął mnie w brzuch, a ja zachichotałam.
- Właśnie o to mi chodziło. Chciałam cię obudzić w taki... no... nietypowy sposób. - rzekłam. - I świetnie udajesz. A ja głupia dałam się na to nabrać.
- Wiesz... tak serio to nie spałem już, a jak usłyszałem pukanie, wiedziałem, że to ty i chciałem zobaczyć co zrobisz. - oświecił mnie, a mnie zatkało. To taki z niego cwaniaczek.
- No wiesz co? Ja się tak męczę, robię z siebie idiotkę, a ty tak ze mną pogrywasz?
- No wybacz. Tak to już jest... - zachichotaliśmy. - Ale "pobudka" bardzo mi się podobała. - zamruczał tuż nad moim uchem i dopiero teraz do mnie dotarło to, że przez całą tą naszą rozmowę, byliśmy przytuleni.
- Właśnie miała się podobać. - rzekłam łobuzersko i wygrzebałam się z jego objęć. - Dobra, wstawaj księciu, koniec tego dobrego i spadamy na śniadanie. - zaklaskałam kilka razy w dłonie i ściągnęłam z niego koc.
- Ty mnie rozbierasz! - powiedział niby oburzony i zerwał się szybko z łóżka, żeby mnie chyba dorwać.
- Małego pokazu nigdy nie za wiele. - zaśmiałam się i wyrzuciłam mu język, po czym wybiegłam z pokoju. Chciałam jak najszybciej stamtąd wyjść, bo jeszcze tego brakowało, żebym rzuciła się na niego i zaczęła całować. Był tak cholernie seksowny, że nawet szkoda pomyśleć, że nie jest "mój".
To moje takie bardzo skryte marzenia...
***
- Czemu nie poczekałaś na mnie? - spytał mnie Harry, gdy dosiadał do mnie, do Lesie i Matta na śniadaniu.
- Wybacz, ale mi się nie chciało. - rzuciłam zaczepnie, a on skarcił mnie żartobliwie wzrokiem.
- Widzę, że świetnie się dogadujecie. - rzucił Matt. Akurat teraz muszą się wtrącać. Mają swoje życie. Chciałam zostawić to Harremu, żeby się wypowiedział, ale stwierdziłam, że może palnąć większe głupstwo ode mnie.
- No nie jest źle. - powiedziałam sarkastycznie i pokazałam Mattowi palcem przejeżdżając po szyi, że już nie żyje.
- Nie jest źle? - zadrwiła Lesie. - Tylko czekać, aż zostaniecie parą. Powodzenia. - ZABIJE...
Czułam jak na moją twarz wkrada się okropny rumieniec i spuściłam głowę. Harry cicho zachichotał. Czemu on nigdy nie czuje się skrępowany?
- Dziękujemy, na pewno się przyda. - stuknął mnie lekko łokciem. Minimalnie podniosłam głowę i rzuciłam lekki uśmiech.
LESIE I MATT JUŻ NIE ŻYJĄ...

***Oczami Harrego***

Kocham jak Lizzy się zawstydza. Jest wtedy taka niewinna. Lubię ją taką, ale lubię także jak jest lekko pyskata.
Dzisiejsza "pobudka" (bo tak naprawdę już nie spałem) była najlepszą pobudką w moim życiu. Nigdy nie czułem się tak wspaniale jak dziś rano. Lizzy daje mi tyle szczęścia, tyle radości nawet samym uśmiechem, samą obecnością. Ona może tego nie zauważać, bo jeszcze nie tak dawno była lekko uprzedzona do mnie. Teraz czułem, że to się zmieniło. Na lepsze.
 ***
- Wszystko macie? - czekałem, aż Lizzy i Lesie spakują swoje torby.
- No raczej tak. Lesie? - spytała Lizzy i ustała obok mnie gotowa już do wyjścia.
- No już, już tylko szukam telefonu. - blondynka kręciła się po pokoju w poszukiwaniu przedmiotu.
- Masz go w tylnej kieszeni. - zaśmialiśmy się razem z Lizzy, a dziewczyna uderzyła się lekko w głowę. Wyszliśmy z pokoju, i pomogłem dziewczynom nieść torby. Wstąpiliśmy do pokoju Matta. Czekaliśmy na niego chwilę i ruszyliśmy do recepcji. Odebrał ode mnie rzeczy swojej dziewczyny i zaczęliśmy załatwiać wszystko w sprawie pokoi. Na końcu przeprosiłem za wyważone przeze mnie drzwi i wyszliśmy. Każdy z nas posiadał na twarzy uśmiech. Oczywiście uśmiech Lizzy był najładniejszy. Potrafił mnie odpowiednio uspokoić, pomóc się zrelaksować.
- To co, jedziesz ze mną? - zwróciłem się do niej, a ona pokiwała głową. Pożegnaliśmy się krótko z Lesie i Mattem, chociaż i tak później będziemy dzwonić w sprawie postoju. Wpakowałem nasze rzeczy do bagażnika i otworzyłem Lizzy drzwi. Czekałem aż wsiądzie i sam obszedłem auto dookoła i zapaliłem odpaliłem silnik.
Przez prawie 5 minut jechaliśmy w ciszy. Zastanawiało mnie bardzo o czym myślała w tej chwili Lizzy. Spojrzałem na nią krótko. Wzrok miała skierowany w stronę okna i spokojnie oddychała.
- Mam pytanie. - zaczynając te zdanie zastanowiłem się, czy na pewno je zadać. Byłem świadomy tego, że mogę zdenerwować nim Lizzy.
- Słucham. - odpowiedziała cicho i spojrzała w moją stronę.
- Powiesz mi wreszcie kim dla ciebie był czy jest ten Zack? - gdy pytałem o niego, od razu krew w żyłach krążyła mi szybciej. Lizzy westchnęła i nie do końca byłem pewien czy uzyskam odpowiedź.
- Jeju... Czy to ważne? - w duchu pierdolnąłem się w ten głupi łeb. Miała taki dobry humor, a ja to zjebałem.
- No ważne. Chcę wiedzieć. - a ja głupi dalej się upierałem.
- A ja chcę żebyś się nie pytał. Proste. - spojrzała na mnie krótko, ale po chwili znów jej wzrok powędrował za okno.
- Okej... - westchnąłem zrezygnowany. Powiedziałem już jej kiedyś, że wyciągnę to z niej. On musi, albo musiał być kimś dla niej skoro tak się zachowywał wtedy w parku.
- Lizzy...
Zacząłem, ale przerwał mi dzwoniący telefon.
Kurwa, znowu!
Chciałem powiedzieć jej to samo co wczoraj, ale ja zwykle musiał nam ktoś przerwać!
- Halo? - zapytał bez emocji.
- Wracacie już? - miała dosyć głośno głośnik, więc mogłem usłyszeć rozmowę. To nie tak, że chciałem podsłuchiwać.
- No.
- Jak wrócisz do domu, będziemy musiały poważnie porozmawiać. - powiedział głos z drugiej strony. Wydaje mi się, że to jej ta ciocia. Myślałem, że Lizzy wyolbrzymia, gdy opowiadała mi o niej.
Ale chyba jednak się myliłem. Jeżeli, że Lizzy naprawdę coś przeskrobała. Żadnego "jak było" ni nic, tylko od razu " Jak wrócisz do domu, będziemy musiały poważnie porozmawiać."
- Stało się coś? - zapytała Lizzy.
- Nie wiem. Może tak, może nie? Jak wrócisz, dowiesz się wszystkiego. Kończę. Trzymaj się. - usłyszałem dźwięk kończący rozmowę.
- Wszystko okej? - zapytałem, gdy głośno westchnęła.
- Nie wiem... - pokręciła głową i jej wzrok ponownie powędrował za okno. Nie chciałem jej drażnić. Może to jakiś trudny dla niej temat.

__________________________________________________________________________
HEJO! :)
Dziś znów tak późno, ale cóż. Tak mi pasowało.
Bardzo proszę o komentarze, bo jednak są one potrzebne do dalszego działania. Bez Was sobie nie poradzę. Wyraźcie chociaż jedno zdanie opinii..
Niech tych komentarzy pojawi się więcej, bo nie wiem czy powinnam żałować, że nie zawiesiłam bloga...
Kocham <3 







14 komentarzy:

  1. Chyba sobie żartujesz ?! Świetnie piszesz i powinnaś kontynuować tego bloga :D Ja tam najbardziej czekam na ten rozdział w którym się okaże , że są razem :D Piszesz ciekawie , praktycznie bezbłędnie także czego chcieć więcej ? <3 Wenyyyy <3<3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki wielkie za takie pocieszające słowa! Mam nadzieję, że pojawi się ich więcej :)

      Usuń
  2. Pisz dalej pisz trzymam kciuki i czekam na dalsze losy naszych zakochanych <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Zazdroszczę ci talentu <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy ja wiem? Czy ja mam aż taki talent?.. :(

      Usuń
    2. Masz , masz i lepiej go nie zmarnuj ;)

      Usuń
    3. Postaram się ale potrzebuję wsparcia, a na razie jest go niewiele, ale zawsze coś... :)

      Usuń
    4. to może spróbuj się w jakiś sposób zareklamować na jakiś znanych ff ...

      Usuń
  4. Świetny ,jak zwykle :)
    Pobudka Lizzy była świetna, Harry cwaniak ,chciał się z rana poprzytulać :D
    Ale martwi mnie ten telefon...co się znowu stało? Przecież Lizzy była grzeczna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz... Kathleen ma swoje humorki... ;)

      Usuń
  5. czy dzisiaj będzie nn ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę później, bo w dzień nie mogę za bardzo...

      Usuń
  6. Booskii rodział! Boosko piszesz! <33

    OdpowiedzUsuń